Archiwum kategorii: Podróże

Po co?

– Fajnie, tylko po co? – zapytał recepcjonista wydając mi klucz do pokoju. Było już dobrze po dziewiętnastej, a ostatnich klika kilometrów pokonywałem brodząc po kostki w pośniegowym błocie, zalegającym na poboczu krajowej czternastki. Z mojego plecaka lała się cienką stróżką woda. To lód pozostający od rana na ściankach namiotu, który w ciągu dnia topniał i znaczył mój szlak. Po co? Dlaczego? Tamtego dnia nie potrafiłem znaleźć sensownej odpowiedzi. Dziś już chyba wiem. Czytaj dalej Po co? →

Bello Di Notte

Ostatnie promienie wynędzniałego lutowego słońca schowały się już za falami wzgórz. Błotnisty świat spowiła wieczorna szaruga. Nieboskłon, tak niedawno jeszcze soczysto błękitny, zlał się teraz kolorytem z przeoranym świeżo polem. Ta ziemia, od wieków karmiąca i dająca nadzieję na przetrwanie, teraz wysysa ze świata resztki życia. Obracam się. Jeszcze kilka krwisto pomarańczowych pasów załamuje się na powyginanych cmentarnych krzyżach. Jeszcze kilka chwil i pogodny wiosenny dzień niechybnie ustąpi miejsca transylwańskiej nocy. Czytaj dalej Bello Di Notte →

Na saskich śmieciach

Eu merg (ja idę), tu mergi, el merge, noi mergem, voi mergeți, ei… duc (oni jadą). Jadą i ani myślą się zatrzymać. Gardząc moim wyciągniętym kciuk i otwartym, autostopowym sercem, prują pod górę katując swoje Dacie zbyt wysokimi obrotami i zbyt niskim biegiem. A więc tacy jesteście? A wsadźcie sobie te swoje  mechaniczne konie w… Czytaj dalej Na saskich śmieciach →

Chicago: Opowieść o wolności, czyli Hugh Hefner zakłada Playboya (cz. III)

Ameryka kojarzy nam się między innymi z wolnościami: osobistą, słowa i wolnym rynkiem. Z wolności w latach 70′ korzystał między innymi Hugh Hefner zakładając w Chicago magazyn „Playboy”. Czytaj dalej Chicago: Opowieść o wolności, czyli Hugh Hefner zakłada Playboya (cz. III) →

Chicago: Opowieść o nauce, czyli Projekt Manhattan i bomba atomowa (cz. II)

W pierwszej części „Tryptyku chicagowskiego” opisywałem determinację Nikoli Tesli, która przyczyniła się do powstania Wietrznego Miasta. Tym razem zwracam uwagę na inny fundament – naukę, która uczyniła z Chicago jednym z największych ośrodków uniwersyteckich na świecie. Czytaj dalej Chicago: Opowieść o nauce, czyli Projekt Manhattan i bomba atomowa (cz. II) →

Chicago: Opowieśc o determinacji, czyli życie Nikoli Tesli (cz. I)

„Ostatecznie, sądzę, że Chicago będzie najpiękniejszym wielkim miastem pozostałym na tej planecie” stwierdził pewnego dnia Frank Lloyd Wright, wybitny architekt, który Chicago nosił głęboko w sercu. Istotnie – spacerując ulicami Wietrznego Miasta możemy zachwycać się modernistyczną zabudową i podziwiać koloryt poszczególnych dzielnic, ale musimy też wiedzieć, że wysoko w górze, na ostatnich piętrach wieżowców, szyby zaczynają pękać. Czytaj dalej Chicago: Opowieśc o determinacji, czyli życie Nikoli Tesli (cz. I) →

Chiny od A do Z: Wiejskie piwo

– Kuba, widzisz? – z ekscytacją rzucił nagle Łukasz
– Co? – spytałem nieco zdezorientowany
– Jak to co? Niebo! – odparł mój towarzysz, zadowolony ze swego odkrycia. Rzeczywiście nad nami rozpościerał się bezkresny błękit. Od momentu przyjazdu do Chin takiego widoku jeszcze nie zaznaliśmy. Wpatrując się w niebo dokonałem jeszcze jednej błyskotliwej obserwacji.
– Czujesz to? – zapytałem zdyszanego już nieco Łukasza.
– Co mam czuć? – odparł, łapczywie próbując złapać oddech.
– Jak to co – powietrze!” – zaśmiałem się i głęboko zaciągnąłem rześkim, wiejskim powietrzem. Czytaj dalej Chiny od A do Z: Wiejskie piwo →

Chiny od A do Z: Mnich macant

Chińska fascynacja zachodem jest nie mniejsza niż nasza wschodem. W pewnych momentach przybiera ona jednak formę nieco karykaturalną, a sprawy, które są dla nas czymś tak oczywistym, jak śnieg zimą i upał latem, dla Chińczyka mogą stanowić nie lada sensację. Przekonałem się o tym na własnej skórze (dosłownie) w Chengdu. Czytaj dalej Chiny od A do Z: Mnich macant →

Chiny od A do Z: Pandzi los

Do Chengdu dotarliśmy we wczesnych godzinach porannych. Po nieprzespanej nocy na hardseatcie nie było nam do śmiechu. Tym bardziej, że nie kursowało jeszcze metro, a siatka połączeń autobusowych wyglądała jak labirynt Minotaura. Z KFC, gdzie zamierzaliśmy przeczekać aż miasto się przebudzi, wyrzucili nas, kiedy tylko zorientowali się, że nie mamy zamiaru nic zamawiać. Z Fan, hościną poznaną przez couchsurfing, umówieni byliśmy dopiero pod wieczór, a nasze organizmy wyraźnie przełączały się na tryb stand by. Czytaj dalej Chiny od A do Z: Pandzi los →