Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Tag: gonzo

Autostopem na Nordkapp: O dwóch takich, co trollowali

Autostopem na Nordkapp: O dwóch takich, co trollowali

– Ale piździ w tej Norwegii – stwierdziłem po pół godzinie stania
przy drodze z wyciągniętym kciukiem. Próbowaliśmy z Miszą wydostać się z
lotniska Oslo Rygge, które chociaż miało w nazwie Oslo, znajdowało się
około siedemdziesięciu kilometrów na południe od miasta. Przez pierwszy
kwadrans po wylądowaniu przeklinałem skubańców z Rajan R., że reklamują
to połączenie jako lot do Oslo, ale po pewnym czasie udzielił mi się
stoicki spokój Miszy, który pisał teraz na kartonowej tabliczce czarnym

Autostopem na Nordkapp: Misza z Bloku Numer Dwa

Autostopem na Nordkapp: Misza z Bloku Numer Dwa

Zaraz po tym jak wysłałem maila do Saurona – zgłosiłem trzytygodniowy urlop w lipcu – zadzwoniłem do Miszy z bloku numer dwa. Znaliśmy się od osiemnastu lat i jeżeli miałem wyjeżdżać z kimś do Norwegii to tylko z Miszą. Żeby nie było nieporozumień, Misza to […]

Autostopem na Nordkapp: Prolog

Autostopem na Nordkapp: Prolog

Rozwaliłem się na kanapie, przed telewizorem, laptop na kolanka, już czuję jak wiatraczek wdmuchuje przyjemne ciepełko procesora pod nogawki krótkich spodenek, otwieram paczkę czipsów paprykowych, siorbię herbatkę na niestrawność, tak żeby było zdrowiej, w oczekiwaniu na półfinał Ligi Mistrzów. Manchester United gra z Chelsea – na świecie derby Anglii, a u nas derby rodziny, ja kibicuję Manchesterowi, a ojciec Chelsea, przegrany wynosi śmieci przez tydzień, więc stawka jest wysoka. Sprawdzam wiadomości, czy znowu coś nie pierdutnęło na Ukrainie, czy moja Polska bezpieczna, czy zdążę obejrzeć Ligę Mistrzów zanim Ruscy zwalą się do Poznania – z Królewca to niedaleko, raptem cztery godziny, najlepiej drogą przez Bydgoszcz, czyli teoretycznie mogą zająć mi telewizor w trakcie dogrywki. Ale nie, na Ukrainie cisza, spokój, więc loguję się na Fejsbuku, lajkuję zdjęcia dziewczyn, które mi się podobają, albo nie podobają, ale ostatecznie mogą być, w końcu lepszy rydz niż nic, a Ligi Mistrzów jak nie było, tak nie ma. Reklamy hulają w najlepsze, stary Hajzer biega z brudnymi koszulkami w poszukiwaniu Viziru, jakaś Francuzka próbuje odmienić słowo „płacić” w reklamie banku, ale kiepsko jej idzie – przełączam więc na Gmaila. (więcej…)