Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Co robić w Tbilisi? 5 największych atrakcji w mieście

Co robić w Tbilisi? 5 największych atrakcji w mieście

Zastanawiasz się co zwiedzać w Tbilisi? Masz tylko kilka dni i chcesz wykorzystać je jak najlepiej? Poradzimy tobie, które atrakcje powinieneś odwiedzić w pierwszej kolejności, a z których możesz zrezygnować. Niestety atrakcje lansowane jako główne, największe i najpiękniejsze wcale nie są tymi najlepszymi. Jak to zwykle bywa, najciekawiej jest po drugiej stronie ulicy, na uboczu i za drzewami.

Muzeum Okupacji Sowieckiej. Kiedy w dniu 26 maja 2006 roku, rocznicę odzyskania niepodległości przez Gruzję, w Tbilisi otwarto muzeum, ambasada i władze Rosji skrytykowały Gruzinów za rzekomy „nacjonalizm” i domagały się zamknięcia budynku. Muzeum utworzono na wniosek prezydenta Michaiła Saakaszwilego i trudno o bardziej jednoznaczną deklarację światopoglądową. Wystawa jest stosunkowo niewielka – mieści się w jednej, aczkolwiek dość obszernej sali – ale zarazem pełna ciekawych informacji podanych w przystępny sposób. Nastrojowe światło (a właściwie półmrok), duże, wyraźne mapy, statystki, kopie dokumentów, a także kilkadziesiąt rekwizytów przedstawiających tragiczną historię okupacji w latach 1921-1991. Piorunujące wrażenie robi zrekonstruowana cela śmierci – i trudno o bardziej wyraziste stanowisko gruzińskich władz w odniesieniu do czasów sowieckich. Oczywiście polityczny charakter muzeum sprawia, że wszystkie materiały są opatrzone opisami w językach gruzińskim i angielskim.

Muzeum Okupacji Sowieckiej w Tbilisi (Gruzja)
Muzeum Okupacji Sowieckiej w Tbilisi (Gruzja)

Grób Dagny Przybyszewskiej. Gruzińskie cmentarze (zresztą ormiańskie również) znacznie różnią się od tych, jakie my znamy – zamiast siatki alejek i ustawionych płytę w płytę nagrobków, w Gruzji musimy odnaleźć się wśród rozrzuconych bez ładu i składu grobów, z których większość jest ogrodzona żelaznymi kratami, a niektóre zamknięte w wymyślnych klatko-grobowcach. Brakuje tutaj uliczek, dlatego odnalezienie konkretnych nagrobków graniczy niemal z cudem. Na cmentarzu Kukia w dzielnicy Didube leży pochowana Dagny Przybyszewska – norweska żona Stanisława Przybyszewskiego, która została zastrzelona przez kochanka Władysława Emeryka właśnie w Tbilisi w 1901 roku. Na cmentarzu znajdują się aż dwa groby norweskiej piękności – oryginalny z początków XX wieku oraz odnowiony z 1999 roku. Ten drugi znaleźć stosunkowo łatwo – przy głównym wejściu na cmentarz znajduje się coś na kształt „alei zasłużonych”. Dotarcie do oryginalnego nagrobku to już nie lada wyczyn – sam natrafiłem na niego przypadkiem, wchodząc na cmentarz na wysokości skrzyżowania ulic Tetnuldi i Rostov kierując się następnie w stronę szczytu wzgórza, które zajmuje cmentarz.

Cmentarz Kukia w Tbilisi (Gruzja)
Cmentarz Kukia w Tbilisi (Gruzja)

Gruzińskie restauracje. Gruzję znamy przede wszystkim z wybornego wina, ale na uwagę zasługuje również lokalna kuchnia. Począwszy od backpackerskich chaczapuri (placki z serem), przez nieco bardziej wymyślne chaczapuri po adżarsku (placki z serem i półściętym jajkiem), przez chinkali (pierogi z farszem i rosołem), aż po rzadko spotykane u nas owoce kaki i zupełnie niespotykane fejoha(owoce z drzewa akka sellowa, dość dziwne w smaku – ni to kiwi, ni to ananas). Najdziwniejszym gruzińskim wynalazkiem jest chyba czurczchela, czyli orzechy na szurku oblane masą z winogron. Z napitków oczywiście wino, a także czacza, czyli wódka pędzona z przeróżnych owoców. Polecane knajpy można znaleźć w rozbudowanym wątku na forum kaukaz.pl, sam polecam jednak zagłębić się w atmosferę Starego Miasta lub Nowych Przedmieść i odnaleźć miejsce, w który stołują się tylko miejscowi – tak będzie najsmaczniej!

Czurczchela to gruziński przysmak składający się z orzechów oblanych masą owocową.
Czurczchela to gruziński przysmak składający się z orzechów oblanych masą owocową.

Muzeum Lądowania na Księżycu. Wystawa pod oryginalnym tytułem „Moon Museum” odbywała się w murach Gruzińskiego Muzeum Narodowego w listopadzie 2013 roku i ukazywała artystyczne oblicze lotu w kosmos. Najcenniejszym eksponatem była niewielka, ceramiczna płytka ozdobiona rysunkami sześciu różnych osób, w tym najważniejszych amerykańskich artystów XX wieku – Andy’ego Warhola, Roberta Rauschenberga oraz Claesa Oldenburga. Jest ona kopią identycznej płytki, która została rzekomo pozostawiona na księżycu po misji Apollo 12 w listopadzie 1969 roku. Muzeum ma niewiele wspólnego z Gruzją, ale jest wartą uwagi ciekawostką – w sam raz na deszczowe popołudnie w Tbilisi.

Weekend na każdą kieszeń. Najtańszy nocleg w Tbilisi oferuje zbierający świetne recenzje Romantik Hostel (12 lari w sezonie; 8 lari poza sezonem). Pierwszy rzut oka może zniechęcić – hostel mieści się w podziemiach bloku mieszkalnego, pokoje wydzielają cienkie gipsowe ściany, a z góry przykrywa je luźno ni to boazeria, ni to panele podłogowe. Pomieszczenia ciągną się pod ścianami, a środek podziemnej hali zagospodarowano jako wspólną przestrzeń – kilka drucianych stolików, wyjątkowo niewygodnych krzeseł i wiklinowa sofa. W kącie znajduje się niewielka, ale dostatecznie wyposażona kuchnia, zaś na końcu łazienki i prysznice. Najbardziej przeszkadza brak okien i panujący przez to półmrok, a także brak jakiejkolwiek cyrkulacji powietrza, co skutecznie powstrzymuje pranie przed wyschnięciem. Jeżeli jednak nie straszne nam te niewygody możemy być pewni, ze spędzimy tutaj kilka niepowtarzalnych, długich wieczorów – hostel jest wręcz oblegany przez backpackersów, którzy tworzą kapitalną atmosferę. Sam spotkałem tam czterech Japończyków, Turka, dwóch Irańczyków, Gabonkę, Niemkę, Szwajcara i ze dwa tuziny Polaków. Haruki, który pomagał prowadzić hostel, śmiał się, że co drugi klient jest z Polski. Przy niewysokiej cenie, otrzymujemy również wegetariańską kolację oraz dzbanek pełen wina domowej roboty. Niemniej, choć hostel z pewnością zasługuje na rekomendację, nie poleciłbym go parom na romantyczny weekend – chyba, ze kręci was, kiedy ludzie stukają w gipsościankę z prośbą o bycie ciszej;-) Atrakcyjne oferty noclegów o wyższym standardzie można znaleźć np. na portalu trivago.

Budżetowość Tbilisi to nie tylko przystępne ceny noclegów, ale również komunikacji miejskiej (przejazd metrem kosztuje tylko 0,5 lari) i wejściówek do muzeów (ze zniżką studencką rzadko przekraczającą 2 lari). Do tego warto dodać, że miasto jest wręcz stworzone dla autostopowiczów – na wylotówkę na Erywań oraz Baku można dotrzeć metrem (stacja: Isani). Stamtąd około kwadrans spacerem w stronę rzeki i na drugim brzegu wychodzimy na drogę E-117, która prowadzi na południe i na wschód kraju.

Z dystansem

Za największą atrakcję Tbilisi powszechnie uważa się Stare Miasto, historyczne centrum stolicy. I jak to zwykle bywa, oczekiwania przerastają rzeczywistość. Na obrzeżach Starego Miasta zobaczyłem dobrze mi znaną kaukaską rozpierduchę, domy bez ścian i mokre kalesony rozwieszone na sznurach. Po drugiej stronie ustawionych w rządku rozsypujących się kamienic biegła szersza ulica z restauracjami i sklepami z pamiątkami – ot, zwyczajna zadbana alejka wyłożona kocimi łbami. Ruszyłem nią i kiedy dotarłem do rzeki wyznaczającej wschodni kraniec dzielnicy ujrzałem futurystyczny most, który pasował do zabytkowego Starego Miasta jak pięść do nosa. A przed mostem stały dwa straganiki obsługiwane przez babuszki na zydelkach. Pokręciłem się po Starym Mieście jeszcze trochę i najbardziej przypadł mi do gustu bajkowy Teatr Lalek im. Rezo Gabriadze. Pozostała część dzielnicy – niekiedy klimatyczna i urocza, a niekiedy prowizorycznie sklecona „byle stała”.

Most Pokoju w Tbilisi (Gruzja)
Most Pokoju w Tbilisi (Gruzja)

Po wizytach w ormiańskich i azerskich muzeach sztuki być może miałem wygórowane oczekiwania, ale to co zobaczyłem w Narodowej Galerii rozczarowało mnie jak, nie przymierzając, Kac Wawa Tomasza Raczka. Nie dość, że galeria zmieściła się na jednym piętrze (dla porównania – ta w Erywaniu miała siedem pięter), to więcej było w niej pustych ścian niż obrazów. Niemniej wizyta w muzeum potwierdza, że sztuka jest odbiciem duszy narodu – tak jak w erywańskiej galerii mogłem obejrzeć biblijną górę Ararat z każdej strony (na której rzekomo miała osiąść Arka Noego), tak w Tbilisi oglądałem głównie sceny z gruzińskich uczt i martwą naturę – ale za to jaką! Nie żadne koszyczki z owocami czy porcelanową zastawę, a suszoną rybę, dzban z winem i łeb prosiaka. Jaki kraj, taka martwa natura, jaki naród taka sztuka. Gruzini wiedzą jak biesiadować i widać to na każdym kroku.

Martwa natura z Galerii Narodowej w Tbilisi (Gruzja)
Martwa natura z Galerii Narodowej w Tbilisi (Gruzja)

Kilka cierpkich słów należy się również punktowi widokowemu na Świętej Górze. Wjedziemy na nią kolejką szynową Tbilisi Funicular (przejazd: 2 lari). Na górze znajduje się park, restauracja, diabelski młyn i karuzele dla dzieci. Całość zrobiona jest z rozmachem, ale bez wyczucia – ot, zwyczajny kompleks dla turystycznej gawiedzi. Na osłodę pozostaje panorama Tbilisi, która nocą prezentuje się całkiem, całkiem. Z największych atrakcji Tbilisi najlepsze wrażenie robi Aleja Szoty Rustawelego, na której znajduje się niezliczona ilość kafejek, sklepów z pamiątkami, straganików, sklepów z pirackimi grami (najnowszy Football Manager kosztował w przedświątecznej promocji 10 lari), większość najważniejszych muzeów, a także były budynek gruzińskiego parlamentu (obecnie parlament obraduje w Kutaisi). Na Alei Rustawelego znalazłem nawet kilkupiętrowy amerykański fast food Wendy’s i był to pierwszy raz, kiedy zobaczyłem tę markę poza USA (i zaraz pochłonąłem gigantyczną porcję frytek z fasolką oraz chilli). Spacerując po Tbilisi można znaleźć sporo artystycznych smaczków – grafitti rzekomo wykonane przez Banksy’ego, seks-ścianę, a także surealistyczne rzeźby Zuraba Tsereteliego, jednego z najsłynniejszych architektów dzisiejszego sztukświatka. Nie zabrakło również polskiego akcentu – na obrzeżach miasta znajduje się ul. Kaczyńskiego, skwer im. Lecha Kaczyńskiego oraz rzeźba przedstawiająca głowę byłego prezydenta RP. Oglądając posążek miałem wrażenie, że Lech Kaczyński zasłużył na coś lepszego. Znacznie lepszego.




%d bloggers like this: