Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Armenia w pigułce

Armenia w pigułce

Armenia jest dzisiaj państwem niewielkim terytorialnie i równie niewiele znaczącym w globalnej geopolityce. Co prawda w dalszym ciągu znajduje się na Zakaukaziu, co czyni ten kraj ważnym graczem w rozgrywce Azja-Rosja-Europa, jednak to Gruzja z dostępem do Morza Czarnego, czy też Azerbejdżan ze złożami ropy na Morzu Kaspijskim są obecnie regionalnymi liderami. Niemniej Ormianie – naród wyjątkowo dumny i z bogatą historią – lubią podkreślać, jak przysłużyli się cywilizacji i jak niesprawiedliwie zostali za to potraktowani. Ale po kolei…

Wielka Armenia

Łapiąc autostop w Armenii możemy być pewni, że pierwszym pytaniem, jakie zada nam kierowca – często nawet zanim wsiądziemy do samochodu – będzie: „Ad kuda wy? Skąd jesteście?”. Jest to zresztą regułą we wszystkich byłych republikach Związku Radzieckiego – począwszy od państw bałtyckich, przez Ukrainę (na Białorusi jeszcze nie byłem, co zmierzam w najbliższym czasie nadrobić!), Rosję, Gruzję, aż po wspomnianą Armenię. Następnie Ormianin upewniwszy się, że nie jesteśmy przypadkiem z Azerbejdżanu, czy też z Turcji (o tym, dlaczego, w dalszej części artykułu), rozłoży przed nami mapę i zakreślając palcem całe Zakaukazie i pół Turcji (odważniejsi zahaczają nawet o Morze Śródziemne) opowie jak w przeszłości Armenia była rozległa, jak jej ludność żyła w dostatku i jak barbarzyńscy Mongołowie, Turcy i Rosjanie zniszczyli cały jej dorobek. Mało tego, kiedy rozmawiam ze znajomą CouchSurferką z Erywania i opowiadam, w jakich krajach byłem (USA, Francja, Ukraina, Gruzja) albo snuję plany na przyszłe podróże (Izrael, Iran, Australia) okazuje się, że może i Armenia jest dzisiaj niewielka, ale Ormianie są wszędzie. Podczas wczorajszej kolacji w jeden z erywańskich restauracji bąknąłem coś o Etiopii i co? I okazało się, że tam też jest duża diaspora ormiańska! Poza tym ormiańska znajoma oznajmiła mi z dumą, że w pewnym momencie aż 3 na 9 marszałków w Armii Radzieckiej było Ormianami, a ormiańskie korzenie mają m.in. piosenkarka Cher, tenisista Andre Agassi, celebrytka Kim Kardashian, a także była premier Ukrainy Julia Tymoszenko. Prawdę mówiąc nie zdziwię się, jeżeli okaże się, że tak naprawdę wszyscy jesteśmy albo Ormianami, albo Żydami (ten sam casus, co z Armenią).

Ararat

Ormianie żyją dzisiaj przede wszystkim w diasporze (największe skupiska są w Kalifornii i we Francji), a odrodzony u schyłku XX wieku kraj utrzymuje się głównie z pomocy bogatych pobratymców z Zachodu. O ile podróż przez pustkowia Wyżyny Armeńskiej i widok pasterzy spędzających krowy czy też barany na „giełdę” jednego z górskich stoków może dzisiaj budzić współczucie, o tyle szybki wgląd w historię sprawi, że Ormianin będzie w nas wzbudzał w pierwszej kolejności respekt. Wyobraźmy sobie, że Armenia przez setki lat znajdowała się pod butami Persów, Mongołów, Turków i Rosjan, a w XX wieku doświadczyła ludobójstwa i wcielenia do ZSRR. Mimo tego Ormianie nie tylko wiedzą, że są Ormianami, ale są z tego niezwykle dumni. Nie złamały ich ani najazdy muzułmanów (dla przykładu – Azerowie są potomkami zislamizowanych chrześcijan), ani przepędzanie z jednego końca Azji Mniejszej na drugi (raz uchodzili do Syrii, innego razu do Libanu, kiedy indziej do Europy), ani nie dali się wtłoczyć ZSRR w ramy homo sovieticus. Mało tego, kiedy przyszło do wojny o Górski Karabach (niegdyś należący do Armenii, a w XX wieku wcielony decyzją bolszewików w granice azerskiej republiki związkowej), na Zakuakazie zjechali ochotnicy przebywający na emigracji w Kalifornii, Francji czy Australii. To się nazywa patriotyzm!

Dzisiaj głównymi problemami Armenii są jej sąsiedzi – z zachodu Turcy, a ze wschodu Azerowie. Pierwsi w latach 1915-1917 wytłukli od 300 tys. (źródła tureckie) do 1,5 miliona (źródła ormiańskie) Ormian zamieszkujących wschodnią część Turcji, będącą w przeszłości częścią państwa armeńskiego, nazywaną Małą Armenią. Do dzisiaj Turcy podtrzymują wersję, że Rzeź Ormian nie był sterowanym odgórnie ludobójstwem tylko wynikiem spontanicznych reakcji muzułmańskiej części społeczeństwa i niepokornych oddziałów armii tureckiej, w związku z czym wszelkie stosunki na linii Armenia-Turcja, jak i granica między dwoma państwami pozostają zamrożone.

Pogranicze ormiańsko-karabaskie z powiewającymi flagami obu republik

Z kolei Azerowie, którzy po decyzji bolszewików w latach 20. XX wieku zyskali historycznie ormiański region Górskiego Karabachu, konsekwentnie tłumili wszelkie próby uzyskania szerszej autonomii bądź niepodległości przez tamtejszych Ormian. Wyższa dzietność islamskich Azerów i patriotyczny zapał karabaskich Ormian powodowały coraz większe tarcia między dwiema kulturami, aż w końcu zaczęło dochodzić do lokalnych zamieszek, a następnie pogromów ludności. Wojna rozpętała się na dobre w 1992 roku, kiedy Azerowie postanowili o odebraniu Górskiemu Karabachowi statusu obwodu autonomicznego. W odpowiedzi Ormianie z Karabachu ogłosili niepodległość, w dwa lata wypędzili zamieszkujących region Azerów i w efekcie dzisiaj Republika Górskiego Karabachu faktycznie istnieje, ale nie jest uznawana przez żadne państwo na świecie. Nawet Armenia, w obawie przed zaognieniem stosunków z muzułmańskimi sąsiadami, nie wspomina głośno o przyłączeniu Ormian zamieszkujących de facto obszar Azerbejdżanu. Efekt? Granica armeński-azerbejdżańska jest zamknięta, a turysta z wizą Górskiego Karabachu w paszporcie może zapomnieć o wjeździe do Azerbejdżanu (władze traktują to jako naruszenie suwerenności państwa).

Kościół w centrum Erywania

Na koniec Ormianom trzeba oddać co ormiańskie – jako pierwsze państwo ustanowili chrześcijaństwo religią państwową w 301 r. po Chr. Dzisiaj większość Ormian przynależy do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego, który kultywuje wyznanie wiary w postaci z połowy piątego wieku, odrzucając postanowienia wszystkich soborów następujących po soborze efeskim. Tym samym ormiańskie wyznanie jest specyficzną syntezą wczesnego chrześcijaństwa i wierzeń pogańskich, np. wciąż praktykuje się składanie ofiar ze zwierząt, a także polewanie wodą (nasz śmigus-dyngus także ma pogańską genezę). Ormianie mają również odpowiednika naszego papieża – tzw. Katolikosa Wszystkich Ormian (obecnie: Karekin II Nersisjan), który rezyduje kilka kilometrów na zachód od stolicy w miasteczku Eczmiadzyn. Ormianie mają także własny alfabet, który powstał już na początku piątego wieku (początkowo na potrzeby misjonarzy), a ormiański język jest niespokrewniony z żadnym innym. Jeżdżąc autostopem co rusz dowiaduję się od rozmownych kierowców, co jeszcze Ormianie wnieśli w rozwój europejskiej cywilizacji – ostatnio dowiedziałem się, że wymyślili światło (?) i wtedy zwątpiłem, czyżby mój kierowca naprawdę wierzył w legendę o Prometeuszu (według Ormian grecki heros miał zostać przykuty do ormiańskiej góry Aragac na pożarcie sępom; żeby było zabawniej to Gruzini głoszą wersję o przykuciu do gruzińskiego Kazbeku). Jak widać ormiańska duma nie ma granic.




%d bloggers like this: