Erywań sztuką stoi. I to stoi dłużej od Rzymu!

Jak już wiecie, Ormianie są narodem wyjątkowo dumnym i lubią podkreślać swoją najstarszość, najświetniejszość i najpiękniejszość. Tak samo jest z Erywaniem – znajoma CouchSurferka, już na samym wstępie naszej znajomości oznajmiła, że mam przyjemność i niepowtarzalną okazję pomieszkiwać w mieście starszym od Rzymu! Co tam, że jeszcze na początku XX wieku Erywań był niewielkim miasteczkiem, wręcz prowincjonalnym – liczył ledwie 30 tysięcy mieszkańców. Najważniejszy jest fakt, że jest prawie trzy dekady starszy od Rzymu. O! Czytaj dalej Erywań sztuką stoi. I to stoi dłużej od Rzymu! →

Armenia w pigułce

Armenia jest dzisiaj państwem niewielkim terytorialnie i równie niewiele znaczącym w globalnej geopolityce. Co prawda w dalszym ciągu znajduje się na Zakaukaziu, co czyni ten kraj ważnym graczem w rozgrywce Azja-Rosja-Europa, jednak to Gruzja z dostępem do Morza Czarnego, czy też Azerbejdżan ze złożami ropy na Morzu Kaspijskim są obecnie regionalnymi liderami. Niemniej Ormianie – naród wyjątkowo dumny i z bogatą historią – lubią podkreślać, jak przysłużyli się cywilizacji i jak niesprawiedliwie zostali za to potraktowani. Ale po kolei… Czytaj dalej Armenia w pigułce →

Armenia: Samotna włóczęga jest spoko, ale z kimś – bardziej spoko

W Erywaniu CouchSurfing działa wyjątkowo ułomnie – większość potencjalnych hostów okazuje się być podstawionymi agentami, którzy kierują ciebie do hostelu, proponując w pakiecie wycieczki do okolicznych atrakcji po zniżkowej cenie. Po części dlatego, a po części ze zmęczenia autostopowaniem do późnej nocy po przyjeździe do stolicy uruchomiłem w telefonie aplikację Hostelworld i wyszukałem miejsce o najwyższym ratingu. Jak się później okazało – był to strzał w dziesiątkę. Czytaj dalej Armenia: Samotna włóczęga jest spoko, ale z kimś – bardziej spoko →

Armenia po raz pierwszy

Miałem lecieć do Australii, a wylądowałem w Armenii. Jedyne co łączy te dwa kraje, to fakt, że ich nazwy zaczynają się na tę samą literę. Pod wszystkimi innymi względami dzieli je przepaść – geopolityczna, gospodarcza, społeczna i przyrodnicza. Podczas gdy Australijczycy spokojnie sobie egzystują na antypodach, Ormianie w przeciągu ostatnich stu lat doświadczyli ludobójstwa ze strony Turków, drugiej wojny światowej (walczyli w szeregach armii radzieckiej, z czego notabene są bardzo dumni), czasów komunizmu, a w latach 90. wojny z Azerbejdżanem o Górski Karabach. W efekcie granice między Armenią, a Turcją i Azerbejdżanem są zamknięte, a ta w Górskim Karabachu zaminowana i obstawiona snajperami. Czytaj dalej Armenia po raz pierwszy →

Charków na kocią łapę (cz. 2)

Centralnym punktem Charkowa jest Plac Swobody, czyli po polsku Plac Wolności. Nazwa dość ironiczna, zważywszy na fakt, że największy obecnie plac w Europie został zbudowany rękami więźniów i przez długi czas nosił imię Feliksa Dzierżyńskiego. Swoją drogą, w mieście znajduje się również dzielnica nazwana imieniem Krwawego Feliksa i nikt nie widzi w tym nic niestosownego. Ludzie skupiają swoją uwagę albo na sprawach doczesnych jak przeżycie od pierwszego do pierwszego (średnia pensja w 2012 roku na Ukrainie wynosiła 1200 złotych, a dodajmy, że statystykę tę zawyżają zarobki najbogatszych) albo narzekają na obecny rząd i wszechobecną korupcję. Ten ostatni element tak dogłębnie przesiąknął ukraińską rzeczywistość, że traktuje się to jako oczywistą oczywistość. Kiedy podczas zakrapianej rozmowy w akademiku powiedziałem moim rozmówcom, że nie mogę „po prostu zapłacić profesorowi” nie kryli swojego zdziwienia. Jeden z nich stwierdził, że „Nie ma ludzi, których nie da się kupić. Trzeba mieć tylko wystarczająco dengów”. Czytaj dalej Charków na kocią łapę (cz. 2) →

Charków na kocią łapę (cz. 1)

Od października WizzAir uruchomił połączenie Warszawa-Charków. Po niespełna dwóch godzinach lotu kiedy samolot kołuje nad miastem, a w prostokątnym okienku można dostrzec długi pas startowy i niewielki, ale nowoczesny terminal, nie wiemy czego się spodziewać – Ukrainy nowobogackiej, budowanej przez oligarchów, czy może Ukrainy biednej, wciąż nie mogącej zdecydować się, czy przybić piątkę z Europą, czy też zasalutować Putinowi. Czytaj dalej Charków na kocią łapę (cz. 1) →

Bezirke – dzielnice Wiednia (cz. 2)

Bezirke. Jest ich dwadzieścia trzy. Choć Austria to nie Niemcy, tutaj również „ordnung muss sein”, dlatego każda z nich poza nazwą posiada herb i numer widoczny na każdej tabliczce z nazwą ulicy. I choć ciężko w tej jakże uporządkowanej przestrzeni cokolwiek ukryć, to każda niemal dzielnica posiada swoje sekrety. Oto tych kilka, które udało mi się odkryć podczas ostatniej wizyty w stolicy Austrii. Zapraszam na wycieczkę po dzielnicach Wiednia.

Czytaj dalej Bezirke – dzielnice Wiednia (cz. 2) →

Bezirke – dzielnice Wiednia (cz. 1)

Bezirke. Jest ich dwadzieścia trzy. Choć Austria to nie Niemcy, tutaj również „ordnung muss sein”, dlatego każda z nich poza nazwą posiada herb i numer widoczny na każdej tabliczce z nazwą ulicy. I choć ciężko w tej jakże uporządkowanej przestrzeni cokolwiek ukryć, to każda niemal dzielnica posiada swoje sekrety. Oto tych kilka, które udało mi się odkryć podczas ostatniej wizyty w stolicy Austrii. Zapraszam na wycieczkę po dzielnicach Wiednia. Czytaj dalej Bezirke – dzielnice Wiednia (cz. 1) →

Skandynawia 2013 – epilog

Wszystko co dobre szybko się kończy, choć pewnie, gdyby tak szybko się nie kończyło, nie byłoby takie dobre. Tym filozoficznym wstępem rozpocznę podsumowanie naszego wyjazdu. Trwał on 12 dni i 11 nocy. Trzy z nich spędziliśmy u hostów, jedną na lotniku, jedną w wychodku, a sześć pod namiotem. Przejechaliśmy łącznie 1176 km, z czego 803 autostopem, 308  autobusem i 65 pociągiem. Najdłuższą podwózkę zafundowali nam szwedzcy elektrycy – 190 km z przedmieść Oslo do Karlstad, najkrótszą hipiska w Rjukan, z którą przejechaliśmy raptem 2 km. Łącznie podwoziło nas 19 osób. Przeciętnie z jednym kierowcą jechaliśmy zatem nieco ponad 42 km. Czytaj dalej Skandynawia 2013 – epilog →

Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.