Życie na cesarskim dworze

Kończąc szkołę średnią i zastanawiając się co chcę w życiu robić, natknąłem się na ofertę Wolontariatu Europejskiego (EVS). Pomyślałem – dlaczego by nie skorzystać? Malownicze wybrzeże, ciepłe morze, piaszczyste plaże… Zakotwiczyłem w Splicie, jednym z najważniejszych chorwackich portów.

Split to dwa tysiące lat burzliwej historii bałkańskiego tygla, narodowych waśni i religijnych wojen, z których Chorwaci summa summarum wyszli zwycięsko i dziś są przodującym państwem w regionie pukając do drzwi Unii Europejskiej. Ale wróćmy do samego Splitu. To niespełna dwustutysięczne miasto położone na południu kraju powstało około II w. przed Chr. Z inicjatywy greckich osadników. Szybko zostało jednak przejęte przez Rzymian, a swój największy rozkwit przeżywało za czasów panowania rzymskiego cesarza Dioklecjana w IV w. po Chr. (jedną z ofiar krewkiego Rzymianina był  św. Duje, który jest dzisiaj Splitu). Władca wzniósł w mieście olbrzymi pałac, w którym zamierzał spędzić swoje ostatnie lata życia. Po upadku Cesarstwa kilkaset lat później pałac ów został rozebrany przez miejscową ludność, a otrzymany w ten sposób budulec  wykorzystano przy wznoszeniu domów dla mieszkańców. Dzisiaj kamienice, w których ścianach zaklęto historię Splitu, należą do najdroższych w mieście, a pozostałości po pałacu Dioklecjana (m.in. Złota Brama) tworzą lokalną starówkę.

Czytaj dalej Życie na cesarskim dworze

NYX, czyli wygodnie do kwadratu

Karimata jest niewygodna, materac ciężki, krzesło turystyczne za dużo miejsca… Backpackersom trudno dogodzić w kwestii doboru ekwipunku, dlatego firmy turystyczne prześcigają się w wymyślaniu kolejnych innowacji. Amerykański start-up Terra Strenua zaprojektował właśnie NYX, czyli wielofunkcyjne urządzenie łączące w sobie zalety karimaty, łóżka polowego i krzesełka campingowego. Wszystkich amatorów wygodnego sypiania zapraszam do zapoznania się z nowym rozwiązaniem – może to coś akurat dla ciebie?

Główną ideą przyświecającą twórcom było stworzenie sprzętu o jak najniższej wadze i możliwie dużej funkcjonalności. Dlatego stelaż łóżka został zrobiony z aluminium, a powierzchnię do spania utkano z włókna Cuben, wykorzystywanego m.in. do szycia żagli (jego wytrzymałość jest porównywalna z kevlarem, który stosuje się w kamizelkach kuloodpornych). Łóżko ma udźwignąć nawet 175 kg. Co więcej, materiał ten nie wchłania wody, a także ma właściwości ripstopowe. Producenci zapewniają, że turystyczna innowacja będzie zbawieniem dla ludzi, którzy z przyczyn zdrowotnych musieli zrezygnować z wyjazdów outdoorowych, górskiego trekkingu czy wakacyjnego campingu pod namiotem.

Jest jednak jeden kruczek. Aby amerykańskie łóżko-krzesła trafiły na sklepowe półki, niezbędna jest pomoc sponsorów – każdy zainteresowany internauta za pośrednictwem serwisu Kickstarter może zakupić cegiełki, z których dochód zostanie przekazany na udoskonalanie technologii i produkcję urządzenia. Cegiełki można nabywać już od jednego dolara. Dotychczas firma uzbierała 14% potrzebnej kwoty (40 tys. dolarów). Osoby, które wpłacą co najmniej 500 dolarów otrzymają możliwość dołączenia do zespołu konstruktorów i wzięcia udziału w testach urządzenia.

Prototyp urządzenia został zaprezentowany przy okazji styczniowych targów Outdoor Retailer Winter Market 2012 w Salt Lake City. Specyfikację, zdjęcia i instrukcję obsługi można znaleźć na stronie internetowej projektu.

Nowy Jork. Wyciśnięta pomarańcza

Manhattan. Betonowy las. Jak to określił Albert Camus w swoich dziennikach – pustynia z żelaza i cementu. Mimo, że od wizyty Francuza w Nowym Amsterdamie minęło ponad pół wieku, niewiele się tutaj nie zmieniło. Nowy Jork wcale nie przytłacza przepychem i milionem rozedrganych świateł, ale przede wszystkim jakimś nienazwanym ciężarem amerykańskiego snu, który przerodził się w amerykański koszmar. Tysiące osób protestujących przy Wall Street, kolejne tyle blokujących Brooklyn Bridge, zroszona krwią Ground Zero, nieprzebrane tłumy imigrantów próbujących wyśnić swój amerykański sen. Chodząc ulicami miasta cały czas znajdujesz się w cieniu kilkusetmetrowych skyscrapers, a wokół siebie słyszysz tylko huk ruchu ulicznego i urywane rozmowy, które ludzie prowadzą przez telefony komórkowe. Z apatii w jaką wpadasz idąc prostymi jak strzała ulicami, wyrywa raz po raz nagabywanie ulicznych naciągaczy i meneli. Czytaj dalej Nowy Jork. Wyciśnięta pomarańcza

Boston: Podróż to tylko strumień, w którym łowię ryby

Wielu włóczęgów mówi, że podróż albo droga są celem samym w sobie. Trudno się z tym jednak zgodzić – to nie sam fakt podróży, bycia w drodze, decyduje o tym, że człowiek staje się bogatszy w nowe doświadczenia, mądrzejszy życiowo i silniejszy mentalnie. Podroż jest tylko środkiem do poznawania ludzi i odkrywania miejsc, które poruszają cząstkę naszej duszy i zmieniają nas. To właśnie oni i one skłaniają nas do przemyśleń, przewartościowań, zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad własnym życiem czy zmiany spojrzenia na rzeczy, które od zawsze postrzegaliśmy w tych samych barwach. Henry David Thoreau porównał kiedyś czas do strumienia, w którym łowi ryby. To samo można powiedzieć o podróży – wikłamy się w nią po to, aby utrwalać pojedyncze chwile radości i smutku, aby łapać to, czego brakuje nam na co dzień. Cierpliwie czekamy na to co i kto pojawi się na naszej drodze tak jak rybak czeka na ruch spławika. Kiedy już poczujemy szarpnięcie, wiemy, że przygoda nas znalazła i nie możemy jej teraz puścić. Później odkładamy ją na półkę, oznaczamy etykietką i wracamy do niej za każdym razem, kiedy mamy ochotę przeżyć ją jeszcze raz. Czytaj dalej Boston: Podróż to tylko strumień, w którym łowię ryby

Patton w podróży: Arabowie

George Patton spędził w Afryce Północnej kilka miesięcy, w trakcie których miał okazję zaobserwować zupełnie obcą kulturę. Znany z ciętego języka i bezkompromisowości wojskowy opisywał swoje doświadczenia najpierw w regularnie prowadzonym dzienniku, a po wojnie wydał książkę  „Wojna, jak ją poznałem”. Jak już wspomniałem w poprzednim wpisie z cyklu „Patton w podróży”, książka jest niedostępna w księgarniach, dlatego pozwoliłem sobie umieścić jej fragmenty na łamach bloga. Być może zainteresują kogoś na tyle, że zdecyduje się poszukać tego wojskowego białego kruka na Allegro. Na pewno warto – zarówno dla fanów militariów, podróży, jak i samego Pattona. Czytaj dalej Patton w podróży: Arabowie

USA: Zawsze może być wygodniej

W najchętniej odwiedzanym parku narodowym w USA, czyli Great Smoky Mountains z 9 mln turystów rocznie, droga z parkingu na najwyższy szczyt zajmuje niespełna pół godziny. Ale Amerykanie postanowili jeszcze skrócić zdobycie Clingmans Dome – aplikacja Nature Valley Trail View pozwala wejść na górę nie ruszając się sprzed komputera. Prawda, że wygodne? Czytaj dalej USA: Zawsze może być wygodniej

Seattle: Podróżowanie samemu, czyli jak otworzyć się na ludzi?

Podróżowanie samemu otwiera na ludzi. Kiedy nie masz się do kogo odezwać, poszukujesz kontaktu bardziej niż zwykle – chętniej pytasz nieznajomych o drogę, przedłużasz rozmowy z ulicznymi naciągaczami, zadając im pytania, których normalnie byś nie zadał, wyczekujesz każdego spotkania zwoływanego przez CouchSurfing. Nawet kiedy samotność na co dzień tobie nie przeszkadza. Ludzie mogą działać jak narkotyk, wciągać ciebie w swój świat, porywać własnymi historiami, pokazywać rzeczy, o których nigdy wcześniej nie słyszałeś. Poznawanie kolejnych ludzi tylko wzmaga ciekawość, kogo spotkasz następnym razem. To naprawdę działa jak narkotyk.
Czytaj dalej Seattle: Podróżowanie samemu, czyli jak otworzyć się na ludzi?

USA: co jeść, żeby zaoszczędzić?

Na podróżowanie składa się wiele aspektów – do takich należy niewątpliwie aspekt kulinarny. Dla jednych bardziej, dla drugich mniej istotny, zawsze jednak zaprzątający głowę backpackera. Studencka kieszeń często nie pozwala na nadmierne łechtanie podniebienia, w związku z czym głód zaspokajamy czymkolwiek – byle było tanio i nie powodowało większych problemów żołądkowych. A jak to zrobić w USA? Czytaj dalej USA: co jeść, żeby zaoszczędzić?

Maroko w rysunkach Craiga Thompsona

Wpisem o dziennikach George’a Pattona wkroczyłem tematycznie do Afryki Północnej, dlatego jako miłośnik komiksu, postanowiłem sięgnąć do „Dziennika Podróżnego” Craiga Thompsona i zachęcić do jego lektury. Komiks jest to niecodzienny – choćby dlatego, że powstawał niejako przy okazji pracy nad większym dziełem, prawie 700-stronicowym „Habibi”, obyczajową historią osadzoną w arabskich realiach. Thompson, z pochodzenia Kanadyjczyk, w celu zebrania materiału do swojego nowego komiksu udał się do Maroka, gdzie miał okazję wsiąknąć w obcą kulturę. Czytaj dalej Maroko w rysunkach Craiga Thompsona

Patton w podróży: Maroko

Podczas drugiej wojny światowej legendarny amerykański generał George Patton prowadził dziennik, pisał listy, a suma jego pisarskich doświadczeń złożyła się na książkę „Wojna, jak ją poznałem”. Czytając zapiski słynącego z niewyparzonego języka dowódcy możemy przekonać się jak wnikliwym był obserwatorem, a także dowiedzieć się, że wojna to… kolejna okazja do zwiedzenia kawałka świata. W swoim dzienniku Patton zapisywał wrażenia z wizyty u marokańskiego sułtana czy krótkiego wypadu do Marrakeszu. Z racji tego, że znalezienie książki jego autorstwa dzisiaj graniczy z cudem, postanowiłem podzielić się kilkoma jej rozdziałami, które mogą zainspirować do podążenia śladami tego wybitnego dowódcy. Na początek niniejszego cyklu wybrałem „Notatki o Arabach”, które powstawały podczas kampanii północnoafrykańskiej. Czytaj dalej Patton w podróży: Maroko

Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.