Stałem zatem gdzieś na przedmieściach Sybina, w środkowej Rumunii, z kciukiem wyciągniętym ku niebu. Pogoda była jaka była, czyli nijaka. Wszystko zamglone i szare – ot, typowa przedwiosenna szaruga. Od czasu do czasu spadło kilka kropel deszczu. Po drugiej stronie szosy stał przerdzewiały płot, a za nim gdzieś w oddali majaczyły budynki lotniska, które w tych okolicznościach przyrody sprawiały wrażenie opuszczonych. Wczesnym rankiem ruch nie był duży. Co jakiś czas mijały mnie zdezelowane Dacie pędzące na złamanie karku; na przekór prawom fizyki i mechaniki. Żadna nawet nie zwolniła na mój widok – i dobrze, pewnie i tak bałbym się wsiąść. Czytaj dalej Autostopowy blues: Valentin
Archiwa tagu: rumunia
Muzyka rumuńska, czyli nie tylko O-Zone
„Dragostea din dei”, czyli miłość pod lipą. Utwór ten, wykonywany w języku rumuńskim przez mołdawską grupę O-Zone szturmem wdarł się w 2004 roku parkiety europejskich klubów i opanował je na wiele tygodni. Niestety w Polsce po wymienieniu tego tytułu powszechna wiedza na temat rumuńskiej muzyki wyczerpuje się. Jako osoba, która przez niemal pół roku słuchała tamtejszego radia i bawiła w tamtejszych klubach, czuje się w obowiązku wiedzę te rozszerzyć.
Cluj, czyli Napoca
Dla Rumunów Cluj, dla Węgrów Kolozsvár, dla resztek mieszkających tu Niemców Klausenburg. Największe miasto Transylwanii niejedno ma imię. Niejeden zachwyci się też jego secesyjną zabudową, albo znienawidzi brunatno-ceglaste falowce brutalnie wcinające się w zabytkową architekturę centrum. Zechce odetchnąć w cieniu katedralnej wieży, przy akompaniamencie ryku silników pojazdów krążących po trzypasmowej arterii przecinającej stare miasto. Spacerować będzie wąskimi uliczkami, lawirując pomiędzy parkowanymi psim swędem samochodami. Bo Kluż bardzo łatwo pokochać, ale jeszcze łatwiej znienawidzić. Czytaj dalej Cluj, czyli Napoca
Rumunia: …i co ja robię tu?
Ostatnie chwile mojej nieadekwatnie długiej do pokonanego dystansu podróży postanowiłem poświęcić na spisanie pierwszych wrażeń. Choć podróż pociągiem nie należy z pewnością do najszybszych metod przemieszczania się (szczególnie gdy korzysta się z usług polsko-węgiersko-rumuńskiego „konsorcjum” przewozowego), to ma mimo wszystko swoje niezaprzeczalne plusy. Zza szyb pociąg, oglądać można bowiem świat „od zaplecza”. Linie kolejowe prowadzone najczęściej tak, by nie rzucały się specjalnie w oczy, ani w uszy przecinają kraj w miejscach delikatnie rzecz ujmując mało reprezentatywnych. Czytaj dalej Rumunia: …i co ja robię tu?
Martisor – a w Rumunii już wiosna
Choć zima w tym roku była dla nas bardzo łaskawa, to chyba nie ma osoby, która z utęsknieniem nie wyglądałaby wśród pożółkłej trawy przebiśniegów – pierwszych zwiastunów wiosny. Ptaki radośnie ćwierkające i uwijające się przy budowie gniazd, zieleniące się wśród brunatnych gałęzi pąki, spódniczki, którym z dnia na dzień ubywa centymetrów – oto nieomylne znaki, że zbliża się wiosna. W Rumunii jednak znajdziemy jeszcze jeden nieomylny znak nadchodzącej nowej pory roku – Mărțișor. Czytaj dalej Martisor – a w Rumunii już wiosna