Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Martisor – a w Rumunii już wiosna

Martisor – a w Rumunii już wiosna

Choć zima w tym roku była dla nas bardzo łaskawa, to chyba nie ma osoby, która z utęsknieniem nie wyglądałaby wśród pożółkłej trawy przebiśniegów – pierwszych zwiastunów wiosny. Ptaki radośnie ćwierkające i uwijające się przy budowie gniazd, zieleniące się wśród brunatnych gałęzi pąki, spódniczki, którym z dnia na dzień ubywa centymetrów – oto nieomylne znaki, że zbliża się wiosna. W Rumunii jednak znajdziemy jeszcze jeden nieomylny znak nadchodzącej nowej pory roku – Mărțișor.

Rumuni, na przekór kalendarzowi, swoje święto wiosny obchodzą już 1 marca. Wywodzi się ono jeszcze z czasów rzymski, kiedy to wraz z nadejściem wiosny, świętowano również początek nowego roku. Samo słowo Mărțișor to nic innego jak zdrobniona nazwa miesiąca marca („marcuś”, choć pewnie polonista by się z taką konstrukcją nie zgodził). Mărțișor to również nazwa wisiorków-amuletów, które wręcza się bliskim osobom, na znak przyjaźni i miłości. Ich najbardziej charakterystycznym elementem jest biało-czerwona wstążka, cała reszta jest w zasadzie dowolna i daje pole do popisu artystom i sprzedawcom. Dostępne są zatem Mărțișor z papierowymi kwiatkami, glinianymi figurkami, laleczkami, dzianymi motylkami, malunkami na drewnie, postaciami z kreskówek, a nawet z kryształami Svarowskiego. Nie ważne jednak z czym, lecz komu wręczamy nasz Mărțișor, choć przyznać muszę, że wybór najpiękniejszego talizmanu to nie lada wyzwanie.

Jak głoszą ludowe wierzenia, aby zapewnić sobie zdrowie przez kolejne dwanaście miesięcy należy przez cały marzec nosić Mărțișor blisko serca, a następnie przywiązać go do gałęzi drzewa owocowego. Czy można wierzyć rumuńskim podaniom – nie wiem, ale na pewno nie zaszkodzi spróbować.

Dlaczego piszę o tym święcie? Po pierwsze dlatego, że jest to coś z czym spotkałem się pierwszy raz w Rumunii (choć podobny zwyczaj praktykowany jest również w Bułgarii, Albanii, Grecji czy Italii). Po drugie, jak my wszyscy spragniony jestem widoku soczystej wiosennej zieleni i udzielił mi się nieco entuzjazm Rumunów związany z początkiem tej pory roku. Po trzecie w końcu, wiosna ta będzie dla mnie szczególna, gdyż spędzę ją niemal w całości w Rumunii i wraz z jej nastaniem rozpoczynam spisywanie moich przygód.




%d bloggers like this: