Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Pogromcy mitów: Kolej Transsyberyjska

Pogromcy mitów: Kolej Transsyberyjska

Kolej Transsyberyjska i cała otoczka z nią związana – pociąg toczący się powoli pośród bezkresu stepów, hektolitry alkoholu wlewanego do ruskich gardeł, łapówki dla maszynisty, który oświadcza, że nie ruszy dalej dopóki nie zbierze daniny – zdążyła urosnąć do rangi mitu i wciąż jako taki funkcjonuje. Przy okazji przejazdu z Zabajkalska do Moskwy szlakiem transmandżurskim postanowiliśmy zabawić się w pogromców mitów i obedrzeć Kolej Transsyberyjską z legend, w które obrosła.

Po pierwsze, Kolej Transsyberyjska wcale nie jest zajebista. Jest zwyczajnie nudna. Wielogodzinne odcinki bez przystanku bądź z krótkimi postojami, w trakcie których ledwie zdążysz zakupić mityczne pierożki „od babuszek” na dworcu, bynajmniej nie przyprawiają podróżujących o dreszczyk emocji. Zamiast tego w wagonie daje się słyszeć ziewanie i chrapanie, od czasu do czasu przerywane krzykiem dzieci, którym najwyraźniej jednostajny stukot kół wcale nie ułatwia zaśnięcia, Czasami uszu naszych dobiegną dźwięki rozmowy sąsiadów dzielących wspólne kabiny, ale daleko im do burzliwych dyskusji, jakie zwykło się toczyć po alkoholu.

Po drugie, w Kolei Transsyberyjskiej się nie pije. Owszem, pojedyncze osoby sięgają po wódkę, ale czynią to nieśmiało i z rzadka, jakby skrępowani wzrokiem pociągowych abstynentów, którzy stanowią znakomitą większość. W podróż pociągiem z Irkucka do Moskwy za radą przewodnika zaopatrzyliśmy się w butelkę wódki, aby asymilować się z tubylcami i samemu móc czymś uraczyć naszych współtowarzyszy. Nadzieje okazały się jednak płonne i zakupiony przez nas „Szumak” został spożyty już po przyjeździe do Moskwy, na Patriarszych Prudach – w miejscu, w którym zaczyna się akcja powieści „Mistrz i Małgorzata”. I nie wypiliśmy go wcale z Rosjaninem, a z poznanym przygodnie Polakiem.

Kolej Transsyberyjska
pozycja nie do końca leżąca

Po trzecie, leżenie może być męczące. Po ponad stu godzinach spędzonych na hard seatach w chińskich pociągach pierwsze godziny leżakowania na transsyberyjskiej płackarcie były balsamem dla naszego kręgosłupa, jednak do czasu. Cały dzień leżenia, noc z podkurczonymi nogami (łóżka są dość krótkie i wyciągnięcie się może być dla przeciętnego mężczyzny nieco problematyczne), kolejny dzień spędzony na wznak (pech chciał, że mieliśmy miejsca na górze, w związku z czym na łóżku niemożliwym było usiąść), noc na prawym, lewym boku, brzuchu, plecach, półleżąco, z nogą podkurczoną – najpierw prawą, później lewą – zaczęło brakować mi pozycji, a przed nami był jeszcze jeden dzień i jedna noc. Może głupio to zabrzmi, ale 80 godzin leżenia może zmęczyć.

Po czwarte, babuszki oferujące na dworcu przysmaki domowej roboty to bajka. Na każdym dłuższym postoju z nadziejami wylegaliśmy na peron wypatrując koszyków wypełnionych świeżymi pierogami i suszonymi rybami, aby ostatecznie tylko raz spotkać słynne babuszki, o których trąbił nasz przewodnik i relacje czytane w Internecie. Owszem, na każdej stacji można kupić pierogi i inne przekąski – ale zazwyczaj są one sprzedawane w kioskach, barach bądź przydworcowych sklepikach. Babuszki najwyraźniej nie wytrzymują konkurencji i odchodzą na zasłużona emeryturę, ale oddajmy królowi, co królewskie – zakupione od babuszek pierogi były wyśmienite.

Kolej Transsyberyjską celnie podsumował nasz moskiewski host Dany: – To marka wykreowana przez Lonely Planet. Wydali własny przewodnik opisujący szlak transsyberyjski i od razu namnożyło się „bakcpackersów” – tutaj zrobił gest cudzysłowu – ale nie takich prawdziwych, tylko zachodnich turystów z plecakami, którzy chcą być modni, a teraz modna jest Kolej Transsyberyjska. A to tylko pociąg; pociąg i nic więcej. Leżysz przez tydzień na łóżku po to żeby zrobić sobie kilka fotek nad Bajkałem i pochwalić się przed znajomymi na Facebooku. Nie widzisz prawdziwej Rosji, jej dzikiej przyrody i zapuszczonych wsi, tylko przestrzeń wagonu z samowarem, czystym kiblem i odkurzoną podłogą.


Koszty. Za trzy bilety (Zabajkalsk-Irkuck, Irkuck-Moskwa, Moskwa-Petersburg) zapłaciliśmy dokładnie 1237,50 zł. Poszczególne odcinki kosztowały natomiast:

  • Zabajkalsk–Irkuck (czas podróży 29:20), cena płackarty 3 097 RUB/os.
  • Irkuck-Moskwa (czas podróży 81:59), cena płackarty 5 692 RUB/os.
  • Moskwa – Petersburg (czas podróży: 08:27), cena płackarty 1 533 RUB/os.

Bilety kupowaliśmy przez pośrednika Wspólnota 2000, dlatego do każdego biletu była naliczana dodatkowa opłata w wysokości 30 zł. Koszt stosunkowo niewielki jak na bezproblemowe załatwienie wszystkiego przez Internet. Z Koleją Transsyberyjską jest taki myk, że większość biletów trafia do agencji turystycznych jeszcze przed otwartą sprzedażą i niełatwo dostać bilet ot tak, w kasie na dworcu.



  • Piotr

    Ja mam dużo lepsze wspomnienia z tej samej trasy, jechaliśmy też w 2012 roku tylko w czerwcu. Po pierwsze na każdym dłuższym przystanku było mrowie babuszek z pysznym żarciem. Po drugie mieliśmy więcej wódki, po dużej flaszce na dzień, i co dzień udawało nam się integrować z innymi podróżnymi plackarty. Fakt, że tylko z kilkoma osobami ale to wystarczyło. Zresztą dobrze że tam większość nie pije i prowadnica trzyma rygor, dzięki temu jest bezpiecznie. Najwięcej rozmawialiśmy z 2 żołnierzami wracającymi do domu po roku służby w okręgu kaliningradzkim. Z Siergiejem który twierdził że jest emerytowanym komandosem specnazu, z jednym Tadżykiem i jeszcze paroma osobami. No i nudno nie było, książka, rozmowy, gry w karty, wieczorami imprezki z flaszką, czasem restauracyjny, widoki za oknem, przystanki. Potrzebowałem takiego wyciszenia i zwolnienia 🙂

  • Pingback: Warszawa, czyli wszystko na ostatnią chwilę | Ruszaj z nami w podróż()

  • Pingback: Przygodę czas zacząć - Choose travel. Choose life()

  • Gacek

    Jechaliśmy w październiku 2012 roku z Szanghaju przez Pekin do Moskwy. Tydzień w pociągu. Babuszek nie stwierdzono- było po seoznie. Przyszły dopiero w Brześciu.Co do wódki to posiadaliśmy zapasy obrzydliwej wódki ryżowej, więc nie szło tego zbytnio pić. Na peronach prohibicja, ale dało sie to obejść. Muszę przyznać, że ani minuty się nie znudziłem- a to rozgrywka w tysiąca a to prysznic w polowych warunkach, a to imprezka w restoranie….Najważniejsze jest towarzystwo.

  • Jechałem z 10 razy i powiem tak: to wszystko zarazem prawda i zdecydowana nieprawda. Każdy z tych elementów zależy od relacji z ludźmi i znajomości języka: picie, rozmowy, doznania… A babuszki to wymierający gatunek ze względu na zakazy i politykę RŻD, ale im dalej na wschód tym więcej…

    • Szkoda tych babuszek, bo właśnie one przewijają się w opowieściach z Kolei, a jak człowieka wysiada na stacji, żeby zaopatrzyć się w babuszkowe specjały to pusto, tylko buda a la kiosk Ruchu.

  • Tomek

    Polecam fajną książkę o podróży koleją transsyberyjską:

    Piotr Milewski, Transsyberyjska. Drogą żelazną przez Rosję i dalej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2014.

    Więcej info i fragment do przeczytania na stronie wydawcy:
    http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,4346,Transsyberyjska

  • Pingback: Kolej Transukraińska: Konstantynówka-Lwów - Choose travel. Choose life()