Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Tag: CouchSurfing

San Francisco: Różowowłosy Larry, Haight-Ashbury i Most Samobójców

San Francisco: Różowowłosy Larry, Haight-Ashbury i Most Samobójców

Larry mieszkał na Corbett Avenue w południowej części miasta. Typowy dla dzielnicy sypialnej dwupiętrowy domek obity białą boazerią, z niewielkim gankiem otoczonym bujną roślinnością i dobudowanym garażem, na podjeździe którego stał wysłużony Buick. Zadzwoniłem do drzwi. Nikt nie otwierał. Zadzwoniłem po raz drugi, a po […]

San Francisco: Banksy, burrito i marihuana, czyli co was czeka na Mission

San Francisco: Banksy, burrito i marihuana, czyli co was czeka na Mission

Amerykański dziennikarz Herb Caen powiedział: „Kiedy pewnego dnia trafię do nieba… Rozejrzę się i stwierdzę: Nie jest źle, ale to wciąż nie jest San Francisco”. Nie on jedyny – dyskretny urok Frisco ujmował w przeszłości również Jacka Kerouaca, Franka Sinatrę czy Johna Lennona. A jak […]

Skandynawia 2013 – od morza do morza

Skandynawia 2013 – od morza do morza

Powodów zorganizowania tej wyprawy naliczyłem co najmniej kilka. Po pierwsze, musimy nadrobić zaległości z zeszłego roku, kiedy to ze względu na powolnie idący autostop ominęła nas wyprawa na Preikestolen, a przez nasze gapiostwo nie mieliśmy okazji odwiedzić muzeum Muncha w Oslo. Obie te atrakcje znajdują się na naszej trasie w tym roku. Po drugie, Gustaw pozazdrościł mi zeszłorocznych urodzin spędzonych w Skandynawii (pozdrowienia dla Niny) i w tym roku to jego 23 rocznica urodzin obchodzona będzie hucznie i to nie byle gdzie, tylko na Preikestolen właśnie. Po trzecie, sprawdzić musimy ile da się zarobić na przemycie papierosów, a lepszego kraju do uprawiania tego procederu niż Norwegia właściwie nie sposób sobie wymarzyć. Po czwarte, by nie zostać posądzonym o jakiś geograficzny szowinizm, w tym roku poza Norwegią zawitamy również do ojczyzny ABBY, papierowych mebli i kuleczek mięsnych. Jak zatem widzicie po prostu nie mieliśmy wyjścia.

Lot ze Szczecina do Stavanger zarezerwowany jest na 20.04. W minimalizacji kosztów pomógł oczywiście Wizz, choć nie obyło się bez wykupienia dodatkowego bagażu rejestrowego i powiększenia bagażu podręcznego. Mimo tych dodatkowych opłat udało się nam zamknąć w kwocie 93 zł/os. Lot powrotny ze Sztokholmu okazał się niestety jeszcze droższy, gdyż kosztował nas 132 zł/os. Pocieszamy się jednak, że to największe wydatki w budżecie wyprawy i mamy je już za sobą.

UPDATE: Niestety jak zwykle niezawodny WIZZ z „przyczyn handlowych” odwołał nasz lot powrotny, proponując nam inny – 3 dni wcześniej. Na szczęśćie wynegocjowaliśmy powrót tego samego dnia, tylko że do… Gdańska

Jakie atrakcje przygotowała dla nas tym razem Skandynawia? Poza wspomnianym Preikestolen i muzeum Muncha, planujemy wspiąć się na szczyt Gaustatoppen. Najwyższe wzniesienie regionu Telemark i 8 najwyższa góra kraju, o wysokości 1883 m. n.p.m., zachęca przede wszystkim wspaniałą panoramą. W pogodne dni (i oby taki właśnie nam się trafił) na widnokręgu dostrzec można teren o powierzchni 60 000 km kw., czyli prawi 1/6 terytorium Norwegii. Poza tym na szczyt wjechać można kolejką, której trasa wydrążona została we wnętrzu góry. Znając jednak norweskie standardy cenowe raczej nie będzie nas na nią stać.

Planujemy także kąpiel w największym jeziorze Skandynawii Vanern (o ile oczywiście nie będzie zamarznięte) oraz zwiedzanie malowniczo położonej nad jego brzegiem miejscowości Karlstad. Poza tym czeka nas wspaniały weekend w Sztokholmie oraz ponad 1000 km przejechanych autostopem. Krótko mówiąc – będzie się działo. Relacja z wyprawy oczywiście jedynie na łamach choosetravel.pl.

P.S.: Właśnie wybiła 2 w nocy, a my skończyliśmy się pakować. Waga plecaka 22,5 kg. Za 1,5 godz. pobudka i wyjazd. Trzymajcie za nas kciuki i śledźcie relację na choosetravel.pl.

P.S 2.: Obiecujemy, że następne zdjęcia będą wyższej jakości.

Gdzie spać w podróży?

Gdzie spać w podróży?

Noclegi są jednym z najbardziej kosztownych elementów podróży, dlatego przed wyjazdem warto zorientować się, gdzie i w czym najlepiej spać. W czasach kryzysu, kiedy każdą złotówkę oglądamy dwa razy, popularność zdobywają sieci zrzeszające podróżników, którzy wymieniają się mieszkaniami, wynajmują je innym członkom społeczności, bądź zapraszają […]

Via Baltica Tour, czyli autostop w państwach bałtyckich (cz.1)

Via Baltica Tour, czyli autostop w państwach bałtyckich (cz.1)

Rozstanie i trudne początki. Po spędzonych wspólnie niemalże 2 miesięcznicach, na stacji metra Admiralczeskaya w Petersburgu, nastał czas rozwiązania naszej drużyny. Łukasz powędrował na dworzec autobusowy, a Asia i ja ruszyliśmy w kierunku szosy tallińskiej, gdzie liczyliśmy na złapanie kogoś, kto zechce wywieźć nas z […]

Moskwa, czyli metro, metro i jeszcze raz metro. I Lenin

Moskwa, czyli metro, metro i jeszcze raz metro. I Lenin

Co zwiedzać w Moskwie
stacja Komsomolskaja

Metro. Jedno z najstarszych funkcjonujących na świecie mieści się właśnie w stolicy Rosji – pierwsza linia została otwarta już w 1935 r. W trakcie drugiej wojny światowej system metra był wykorzystywany jako schron przeciwbombowy, o którego bezpieczeństwie Rosjanie byli bezgranicznie przekonani – na położonej 33 metry pod ziemią stacji Mayakovskaya Józef Stalin wygłosił w 1941 r. mowę upamiętniająca rocznicę Rewolucji Październikowej. Zjeżdżając po schodach ruchomych w dół jednej ze 186 stacji moskiewskiego metra nietrudno sobie wyobrazić, że kilkadziesiąt metrów nad nami toczyła się kiedyś Wielka Wojna Ojczyźniana – utrzymane w socrealistycznym stylu wnętrza, wszędobylskie popiersia Lenina i freski przedstawiające lud pracujący chyba u każdego wywołują wrażenie podróży w czasie. Do moskiewskiego metra należy kilka rekordów – mieszcząca się 84 m pod ziemią stacja Park Pobedy jest trzecią najgłębiej położoną na świecie (po stacji Arsenalna w Kijowie i Admiralteyskaya w Sankt Petersburgu), prowadzą do niej najdłuższe ruchome schody w Europie – 126 metrów, czyli 740 stopni. Metro jest oczywiście jedną z największych atrakcji turystycznych miasta i choć z pewną rezerwą podchodzimy do miejsc okrzykiwanych mianem „main tourist attraction”, moskiewskie metro możemy z czystym sumieniem polecić, bo nie tylko będzie niezapomnianym wrażeniem, ale uzmysłowi, jak głęboko w rosyjskiej świadomości jest wciąż zakorzeniony Lenin i przekonanie o jego wielkości. Wycieczka po najciekawszych stacjach metra zajmuje około dwóch godzin, a jej koszt to 28 rubli (czyli cena biletu na jeden przejazd).

Co zwiedzać w Moskwie
pstrokaty symbol Moskwy

Plac Czerwony. Centrum Moskwy wygląda zgoła odmiennie od reszty miasta – w oczy nie rzucają się popiersia Lenina (zamiast tego mamy m.in. parki, fontanny i posągi bajkowych postaci), a nad całością góruje kolorowa Cerkiew Wasyla Błogosławionego i tylko monumentalizm Kremla przypomina nam o silnej ręce, która ten kompleks wybudowała. Plac Czerwony tylko utwierdza w przekonaniu jak mocne piętno komunizm odcisnął (i wciąż odciska) na historii Rosji – mieści się tutaj mauzoleum Lenina, do którego prowadzi ścieżka obsadzona naturalnej wielkości posągami komunistycznych przywódców XX wieku.

Lenin. Jakkolwiek absurdalnie to brzmi, mauzoleum Włodzimierza Lenina jest jedną z głównych atrakcji turystycznych na Placu Czerwonym. Aby zobaczyć śpiącego przywódcę trzeba odstać około kwadransa w kolejce, aby następnie gęsiego za innymi turystami wejść do klockowatego budynku, zejść do podziemi i w dyskretnie oświetlonej czerwonym światłem komnacie przejść obok gabloty z ciałem wodza. Każdy zatrzymujący się jest poganiany, a rozmawiający uciszany przez strażników. Lenin trzyma się nieźle, choć bardziej przypomina manekina niżeli człowieka. Jeden z naszych hostów powiedział nam, że kilka lat temu pewien naukowiec porównał ciało z gabloty ze zdjęciami Lenina i obwieścił, że sztywniak za pancerną szybą wcale nie jest naczelnym ideologiem komunizmu – rzekomo nie zgadzał się kształt uszu, bo Lenin oryginalny miał je względnie normalne, a ten z mauzoleum nie dość, że małe to jeszcze odstające. Poza tym Lenin z mauzoleum zaczął się już rozpadać i po tym jak odkryto, że kciuk oderwał się od reszty ciała zaciśnięto wodzowi pięść i przykryto ręce starannie ubraniem, aby wyglądał na wodza w jednym kawałku.

Co zwiedzać w Moskwie
u Bułhakowa padały tu głowy, u nas padła jedynie butelka „Szumaka”

Patriarsze Prudy. Park, w którym rozpoczyna się akcja powieści „Mistrz i Małgorzata”. Co prawda nie można kupić w nim morelowego soku, ale w pobliskim sklepie dostaniemy całkiem tanie piwo. O tym, że park jest jednym z plenerów dla powieści Michaiła Bułhakowa informuje znak zakazu, na którym przekreślone są trzy postaci – Azazello, Korowiow i kot Behemot. Oczywiście oznaczenie przestrzega nas przed rozmawianiem z nieznajomymi. W parku spędziliśmy upojne (dosłownie – konsumowaliśmy butelczynę „Szumaka”) popołudnie, przez co spóźniliśmy się kilka godzin do naszego hosta. Na szczęście gospodarz okazał się na tyle wyrozumiały, że po tym jak przygotowaliśmy mu kolację, wychyliliśmy jeszcze po kilka kolejek rosyjskiego Standardu, jednej z najlepszych rosyjskich wódek.

Kitay-Gorod. Spodziewaliśmy się rosyjskiego Chinatown, a zamiast tego otrzymaliśmy dzielnicę jak każda inna. Zero Chińczyków, zero chińskiej tandety, zero chińskich zapachów – bynajmniej nas to nie rozczarowało, bo Chin mieliśmy już dość (za wyjątkiem chińskiej kuchni, która nas urzekła). Długo zastanawialiśmy się dlaczego Rosjanie określają Chiny mianem „Kitaj”, a Chińczyków „Kitajcami” i po przepytaniu wszystkich naszych hostów, z pomocą przyszła dopiero Wikipedia – nazwą Kataj średniowieczni Europejczycy określali Państwo Środka. Nazwa pochodzi od ludu Kitanów, zamieszkującego region północnych Chin w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia po Chr. [Wiemy, że mało kogo to interesuje, ale łamaliśmy sobie nad tym głowę przez kilkanaście dni, więc musiało się to tutaj znaleźć – przyp. aut.]

Co zwiedzać w Moskwie
prawdziwa skarbnica ruskiego kiczu i postsowieckiej spuścizny

Izmailovsky Market. Za radą naszego hosta wybraliśmy się z buta (tak, to już to stadium podróży, kiedy oszczędzasz na metrze) na największy moskiewski targ. Początkowo miałem obawy, że naszym oczom ukaże się rosyjski odpowiednik Silk Marketu, ale na całe szczęście główna stacja zaopatrzeniowa w turystyczne pamiątki okazał się być czymś zgoła odmiennym. W życiu nie widziałem większego targowiska, a można było na nim dostać dosłownie wszystko – od matrioszek Star Warsa, przez stare winyle, nikomu niepotrzebne starocie (np. żetony z klubów nocnych sprzed 50-ciu lat), przepięknie wykonane ikony, koszulki z nieśmiertelnym Leninem, aż po ubrania żywcem wyciągnięte z XIX wieku. Ceny znacznie przystępniejsze niż te znane z chińskich targowisk, a targowanie przebiega znacznie łatwiej i przyjemniej. O ile wizyty w zagłębiach pamiątkowych przyprawiają mnie o ból głowy, o tyle Izmailovsky Market bardzo przypadł mi do gustu.

CouchSurfing. W Moskwie funkcjonuje fantastycznie – gościliśmy u Poznaniaka (u którego spotkaliśmy mówiącego po polsku Łotysza i Polaka wracających do domu z Krasnojarska), u hinduskiego dyplomaty (u którego z kolei integrowaliśmy się z trójką Irańczyków podróżujących po Rosji), a także u Danego, podróżnika pełną gębą, który właśnie wrócił z kilkumiesięcznej wyprawy po Azji, w trakcie której zjechał autostopem m.in. Papuę-Nową Gwineę wraz z innym wielkim rosyjskim wagabundą, Antonem Krotovem.

Szanghaj – powiew Europy

Szanghaj – powiew Europy

Szanghaj – najbardziej zachodnie z chińskich miast i obowiązkowy punkt na trasie każdej wycieczki po Państwie Środka. I nas nie mogło tam zabraknąć, choć cena, jaką przyszło nam zapłacić za dojazd była wysoka – 36 godzin w pociągu z mlaskającymi, krzykliwymi i nie najładniej pachnącymi […]

Chengdu – w samym sercu Syczuanu

Chengdu – w samym sercu Syczuanu

Po krótkim, aczkolwiek treściwym pobycie w Xi’an udaliśmy się jeszcze bardziej na południe – do Syczuanu. Zachęceni opiniami na temat tego miejsca, a także żądni smaków słynnej syczuańskiej kuchni i widoku zamieszkujących te tereny pand, po 19 godzinach spędzonych w pociągu wysiedliśmy na dworcu w […]

Forbidden Day, czyli całe Chiny zwiedzają Zakazane Miasto

Forbidden Day, czyli całe Chiny zwiedzają Zakazane Miasto

Drugi dzień w Chinach był esencją podróżowania – na początek śniadanie z ulicy, później wizyta w głównej atrakcji turystycznej, czyli Zakazanym Mieście, zamawianie obiadu na chybił trafił, a pod wieczór interwencja ochrony u naszego hosta i na sam koniec- poszukiwanie prysznica, które zakończyło się wizytą u chińskiej rodziny w pekińskich slumsach. (więcej…)

Pekin znośny i nieznośny, czyli pierwsze wrażenia z Chin

Pekin znośny i nieznośny, czyli pierwsze wrażenia z Chin

Choć Chiny wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie, nie obyło się bez problemów. Inna kultura, inne zwyczaje, inna pogoda – wszystko to sprawia, że pierwsze godziny spędzone tutaj mogą być dla Europejczyka nieco uciążliwe.