Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Autorzy

szoszo

Znany także pod pseudonimem Szoszkiewicic lub po prostu Szoszo. Już podczas okresowych badań w liceum (zwanych potocznie maturą próbną) stwierdzono u niego nieuleczalne schorzenie autorus jurnalisticus, objawiające się kwiecistym językiem literackiej narracji oraz niepohamowanym popędem pisarskim. Choć początkowo pochłaniały go tematy typowo sportowe (w szczególności ukochany klub Manchester United), z czasem potwierdziły się przewidywania lekarzy o sprzężonym syndromie wagabundy.

Pierwszym objawem była autostopowa wyprawa na Nordkapp latem 2010 roku. Niestety z biegiem czasu jego stan tylko się pogarszał. Najpierw testował termiczną wytrzymałość Nutelli pośród norweskich fiordów (Nutellę zmroził poranny przymrozek), dwukrotnie wyjeżdżał z programem work&travel do USA (z naciskiem na drugi człon tej nazwy), odbył dalekowschodnią epopeję w chińskich i rosyjskich pociągach, zaliczył Erasmusa w kraju Kebabu (i bynajmniej nie chodzi tu o Niemcy), badał rozległości i głębokości spękań na zakaukaskich trasach szybkiego ruchu, aż wreszcie wyruszył do Iranu w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: ile wspólnego z Persją ma perski dywan? Wszystkie wyprawy bogato dokumentował na łamach bloga choosetravel.pl, a także nieco bardziej poczytnych periodyków, na przykład „Poznaj Świat”, „National Geographic Traveler”, „Tygodnik Powszechny” czy „Duży Format”. Publikacje nie były jednak wystarczającym lekarstwem na jego przypadłości, dlatego w akcie desperacji zamknął się w pokoju na długie zimowe miesiące, tworząc przy blasku świec i elektrycznym piecyku wiekopomne dzieło „Chiny od A do Z. Państwo Środka na każdą kieszeń” (podtytuł zdradza jego poznańskie korzenie).

Choć walka z tymi nieuleczalnymi chorobami pochłania większość jego czasu, w chwilach lepszego samopoczucia znajduje czas na studia prawnicze, gotowanie (potraw tak ostrych, że tylko on sam może je zjeść) oraz czytanie i oglądanie filmów (oczywiście podróżniczych). Kiedy dopada go pisarski głód tworzy opowiadania do szuflady, a niedawno jeden z tekstów, który z tej szuflady wypadł został doceniony w konkursie na 10. Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu.

 

 

 

 

 

stan

Człowiek-orkiestra, który równie świetnie czuje się jako bloger, producent filmowy, fotograf, autostopowicz, organizator imprez, a nawet szafa (true story, kiedyś wykorzystując kartony przebrał się za szafę!). Niebawem wcieli się w nową rolę – naukowcy i wykładowcy – i martwi się, co powiedzą jego studenci, kiedy zobaczą, że pracownik uczelni zamiast poświęcać się nauce, woli stać z wyciągniętym kciukiem gdzieś pod Wielkim Murem w Chinach czy też na rumuńskiej prowincji. Jego jedyną nadzieją jest rychłe zastąpienie gospodarki opartej na wiedzy taką opartą na podróżowaniu, której byłby głównym propagatorem.

Swoją przygodę z podróżami rozpoczął autostopowym trawersem południowej Norwegii w 2012 roku, do której z sentymentem powrócił w kolejnym sezonie, tym razem zahaczając również o Szwecję. Kiedy połknął bakcyla trampingu wybrał się do Chin i Rosji, gdzie bez większych problemów wczuł się w nową rolę – modela pozującego do zdjęć z co drugim napotkanym Chińczykiem. W sumie nic dziwnego, skoro ma prawie dwa metry wzrostu i brodę a la Jerzy Bralczyk. Z Chin wrócił pociągiem (prawie dziesięć tysięcy kilometrów!), ale bynajmniej nie czuł ani zmęczenia, ani ulgi z tego powodu. Wręcz przeciwnie – spanie we własnym łóżku było dla niego mniej wygodne niż na kanapie u couchsurfera, rozkłady polskich autobusów nudne i banalne w porównaniu z tymi chińskimi, a woda w wannie za gorąca dla kogoś, kto kąpie się w Bajkale. Poszukując dreszczyku emocji towarzyszącego podróży w nieznane, wyjechał na Erasmusa do Rumunii, po której wałęsał się przez niemal pół roku. Zapewne wałęsałby się dłużej, gdyby nie chrupnęło mu kolano.

Kiedy wraca do Poznania lubi zasiąść przed scenariuszem albo za kamerą i wzdychać do dziesiątej muzy, czego efektem był pełnometrażowy „Film, w którym nie gra Angelina Jolie”. Mając na koncie debiut na srebrnym ekranie w jednym z poznańskich kin postanowił zaistnieć również na rynku wydawniczym, co udało mu się wraz z książką „Chiny od A do Z. Państwo Środka na każdą kieszeń”. Czyżby nadeszła pora na rynek muzyczny?


Dzielnie wspiera nas:

Piotr Popow

Ubiegłoroczne wakacje spędziłem pośród wielbłądów, docierając na miejsce klasycznym Boeingiem 737. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że za 4 miesiące wybuchnie w tym państwie pierwsza, wśród krajów islamskich rewolucja. Nie rozumiałem do końca słów, jednego ze spotkanych w nocy mieszkańców Sousse tłumaczącego, że wcale nie jest tak różowo jak wygląda. Spędziłem bardzo miło wakacje stykając się z obcą kulturą. Kulturą, która jak wszystkie mnie fascynuje. Postaram się Wam przybliżyć ich jak najwięcej, tych które poznawałem- czytając lub doświadczając ich osobiście (np.podczas paru miesięcy w Chorwacji). Plan na ten rok – Czarnogóra. Plan na resztę życia – Australia.