Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Pekin – powiew normalności

Pekin – powiew normalności

Dzisiejszy dzień zaskoczył nas swoją… normalnością. Obyło się bowiem bez większych zatargów z prawem i klęsk żywiołowych. Odkryliśmy za to jedno z najpiękniejszych miejsce Pekinu, a także poznaliśmy parę Polaków, która w swoich doświadczeniach podróżniczych wyprzedza nas o lata świetlne (tak, tak – challenge accepted!). Poza tym nie mogliśmy sobie darować wizyty w słynącej z ogromnych centrów handlowych dzielnicy Haidian.

Zdobywcy Pałacu Letniego - tutaj Chińczykom nie chciało się wchodzić
fot. Czerwona Torpeda

Pałac Letni. Pałac Le(t)ni to kolejna odwiedzona przez nas siedziba cesarzy chińskich. Choć rozmiarami nie dorównuje może Zakazanemu Miastu, to pod względem malowniczości bije je na głowę. Pałac jest położony w malowniczym parku, na szczycie góry, skąd z jednej strony rozpościera się wspaniały widok na Pekin, z drugiej zaś na otaczające miasto od zachodu, wzgórza. Generalnie nasz pierwszy kontakt z tym miejscem nie był najprzyjemniejszy – najpierw zgubiliśmy się w drodze ze stacji metra do parku, następnie przez pół godziny poruszaliśmy się z prędkością żółwia błotnego na pustyni próbując przebić się przez tłum chińczyków. Na domiar złego zaczęło padać. Jednak to, co stało się później przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Po deszczu po raz pierwszy opadł smog, a na niebie ujrzeliśmy słońce! Do tego wraz ze wzrostem wysokości malał entuzjazm Chińczyków do zwiedzania, co pozwoliło nam po raz pierwszy od kilku dni odpocząć od tłoku. To wszystko w połączeniu z buddyjską świątynią na szczycie góry i otaczającymi ją skałami sprawiło, że wreszcie ujrzeliśmy Pekin w jasnych barwach (dosłownie i w przenośni).

Dzielnica Haidan słynie z elektroniki
fot. J. Staniszewski

Haidan. Dzielnica słynąca ze swego handlowego charakteru powitała nas po wyjściu na powierzchnie ze stacji metra, naprawdę imponującą panoramą nowoczesnych budynków. Wiele z nich to centra handlowe specjalizujące się w sprzedaży sprzętu elektronicznego. Jedno z nich postanowiliśmy „zwiedzić”. Niestety w momencie przekroczenia sklepowych drzwi zostaliśmy zaatakowani przez chińskich sprzedawców oferujących nam najnowsze wyroby tak renomowanych marek jak: Samxung, zPad, czy Goodview. Oczywiście wszystko w bardzo atrakcyjnych cenach. Poza tymi niewątpliwie markowymi produktami, sygnowanymi znakiem jakości „Made in China”, na terenie sklepu znaleźliśmy też wiele wyrobów bardziej znanych w Polsce marek, a ich ceny nie odbiegały jednak znacząco do europejskich standardów. Szczerze mówiąc jeszcze nigdy w życiu nie widziałem tyle sprzętu elektronicznego w jednym miejscu. Jeżeli ktoś zapytałby mnie, co Chińczycy kochają bardziej do miski ryżu i Przewodniczącego Mao, bez zawahania odpowiedziałbym – elektronikę. My zaś ponad wszystko kochamy chińskie piwo, dlatego gdy w drodze na stację metra zauważyliśmy drogowskaz do Carrefoura, po prostu nie mogliśmy odpuścić takiej okazji. Niestety, sklep okazał się być elementem wielkiej, podziemnej galerii handlowej, w której dwukrotnie zabłądziliśmy i o mao co nie straciliśmy pozostawionych w szafce rzeczy. Ogólnie na zakup sześciu piw straciliśmy przeszło godzinę. Jednak, chyba było warto – cena 0,6 litra to tylko 1,40 zł.

Iza i Wojtek. Musicie wiedzieć jak wielkie było nasze zdziwienie, gdy w jednej z restauracji naszego hutongu dosiadła się do nas średniego wzrostu blondynka i zaczęła do nas mówić… po polsku. Okazało się, że podróżuje ona ze swoim chłopakiem po Azji już od czterech miesięcy, zwiedzając między innymi miejsca tak epickie jak Nepal i Himalaje. Oczywiście spotkanie Polaków za granicą nie mogło skończyć się inaczej, jak tylko wspólnym posiedzeniem przy kieliszeczku „czegoś mocniejszego” (na szczęście nie było to nic chińskiego) i wymianą wzajemnych doświadczeń. Okazało się bowiem, że Iza i Wojtek również planują podróż koleją transsyberyjską i podobnie jak Asia, walczą z rosyjską ambasadą o przyznanie wiz. My za to dowiedzieliśmy się od nich co nieco na temat Chin i innych azjatyckich krajów, a informacje te tylko zaostrzyły nam apetyty na dalsze wojaże (Azjo, drżyj!).



  • Mati

    Witam, chciałbym dać parę, mam nadzieję dobrych rad odnośnie Chin:
    1. Wystrzegajcie się młodych chinek, podobno studentek zafascynowanych Europą, które chcą zaprosić czy to na piwo, herbatę, zwiedzanie galerii. Można na koniec zobaczyć ‚piękny’ rachunek z lokalu, z którym prawdopodobnie współpracują 😉 Szczególnie często grasują na Wangfujing.
    2. Nie jedźcie na mur chiński do Badaling, chyba że lubicie chińskie wycieczki z megafonami wokół Was 😉
    3. Przy targowaniu się na Silk markecie i tym podobnym – 20% do ceny wywoławczej, jeśli sprzedawca nie akceptuje to idziecie dalej.
    4. Nie kupujcie iphon-ów za 100-200 $ na ulicy, rzekomo znalezionych/kradzonych. Koleś szybko zamieni dzałającego iphona, na plastykową atrapę.
    5. Jeśli macie trochę kasy na nocną zabawę, polecam klub Vic’s lub Mix 😉
    6. Na ostatni dzień przed wylotem (lub jak będziecie bardzo zmęczeni) to polecam aqua park w centrum olimpijskim
    7. W dalszych okolicach Pekinu (około 6h bodajże pociągiem) polecam nocne wejście na góre Tai schan, duży wysiłek nagrodzony wspaniałym wschodem słońca, jako bazę polecam Taishan International Youth Hostel (tel 0538-6285196). koniecznie jeden dzień odpoczynku po wejściu 😉 Chyba że jesteście zaprawieni we wchodzeniu na góry
    8. Na wypoczynek polecam nadmorskie Qingdao (około 4-5 h pociągiem pociskiem :D). Widzę że lubicie browarki, tam są jeszcze tańsze, gdyż znajduje się tam stary poniemiecki browar. Można dostać ten napój na wagę do plastykowej torebki praktycznie wszędzie. Do tego bardzo tanie posiłki w postaci owoców morza. Na bazę polecam Old Church Longue Hostel (www.yhaqd.com), 20 zl za nocleg w fajnym klimacie i browarek codziennie gratis 😉 Dużo backpackersów w tym hostelu. Na szczescie miasto nie jest zbyt zatloczone, szerokie plaże, ciekawa architektura. Na wieczór polecam klub Feeling 😉

    Pozdrawiam.
    Mateusz

    • Łukasz Szoszkiewicz

      Dzięki za wyczerpujące info! Chinki nas nie zaczepiają, jedyne co to czasem dzieci z wycieczek chcą się z nami fotografować;) Na murze już byliśmy w Mutianyu (niebawem relacja i zdjęcia).

      Z tym targowaniem się to racja. Teraz dzielimy cenę wywoławczą przez 6-7 i zaczynamy targowanie. A najlepiej samemu zaproponować coś kilkukrotnie niższego i tylko kwestia dogadania szczegółów +/- 10 juanów.

      Do klubów raczej nie chodzimy, ale jak polecasz, to się zastanowimy. Nas porywają te rozświetlone wieczorem uliczki, gwar i klimat nocnego Pekinu.

      Jeżeli chodzi o okolice Pekinu to teraz już nie mamy czasu na oglądanie niczego (pojutrze jedziemy do Xi’an, a później do Chengdu), ale jeszcze tutaj wrócimy pod koniec wyprawy, to pomyślimy nad Taischan 🙂

      Pozdrawiamy z Pekinu,
      Łukasz & Stan