Alternatywny blog podróżniczy. Wnikliwe reportaże o Wschodzie, wyjazdy śladami legendarnych pisarzy, dużo street artu i kultury alternatywnej.

Życie na cesarskim dworze

Życie na cesarskim dworze

Kończąc szkołę średnią i zastanawiając się co chcę w życiu robić, natknąłem się na ofertę Wolontariatu Europejskiego (EVS). Pomyślałem – dlaczego by nie skorzystać? Malownicze wybrzeże, ciepłe morze, piaszczyste plaże… Zakotwiczyłem w Splicie, jednym z najważniejszych chorwackich portów.

Split to dwa tysiące lat burzliwej historii bałkańskiego tygla, narodowych waśni i religijnych wojen, z których Chorwaci summa summarum wyszli zwycięsko i dziś są przodującym państwem w regionie pukając do drzwi Unii Europejskiej. Ale wróćmy do samego Splitu. To niespełna dwustutysięczne miasto położone na południu kraju powstało około II w. przed Chr. Z inicjatywy greckich osadników. Szybko zostało jednak przejęte przez Rzymian, a swój największy rozkwit przeżywało za czasów panowania rzymskiego cesarza Dioklecjana w IV w. po Chr. (jedną z ofiar krewkiego Rzymianina był  św. Duje, który jest dzisiaj Splitu). Władca wzniósł w mieście olbrzymi pałac, w którym zamierzał spędzić swoje ostatnie lata życia. Po upadku Cesarstwa kilkaset lat później pałac ów został rozebrany przez miejscową ludność, a otrzymany w ten sposób budulec  wykorzystano przy wznoszeniu domów dla mieszkańców. Dzisiaj kamienice, w których ścianach zaklęto historię Splitu, należą do najdroższych w mieście, a pozostałości po pałacu Dioklecjana (m.in. Złota Brama) tworzą lokalną starówkę.

Gdzie się zatrzymać?

Jak w każdym chorwackim mieście, także w Splicie nie powinniśmy mieć problemu ze znalezieniem zakwaterowania. Najciekawszą opcją jest wynajęcie prywatnej kwatery, które nie tylko są tańsze niż hotele, ale również ulokowane w uroczych miejscach. Zasada jest prosta – im dalej od starówki (czyli wspomnianego pałacu Dioklecjana), tym kwatera tańsza. Z kolei wybierając się większą ekipą można pokusić się o wynajęcie mieszkania (od 200 euro za miesiąc). Niestety mimo, że Split jest drugim co do wielkości chorwackim miastem, rezyduje tutaj tylko 150 zarejestrowanych CouchSurferów. Jak na warunki europejskie to niezwykle mało, tym bardziej, że Chorwacja to popularna turystyczna destynacja i potencjalnych surferów nie brak. Również na forum zrzeszającym mieszkańców Splitu na próżno wypatrywać ofert CS meetings czy wspólnych imprez. Na razie Chorwaci mają się czego uczyć od Polaków.

Co jeść?

dsc_0074W pobliżu pałacu Dioklecjana znajdują się dwa duże targi, na których zawsze znajdziemy świeże produkty. Na północnym krańcu starówki możemy zaopatrzyć się w  ryby i owoce morza, jednak ceny raczej nas odstraszą niżeli skuszą na jeden z tutejszych rarytasów. Drugi targ – tzw. Bazar – oferuje całą gamę smaków – począwszy od nabiału, przez owoce, aż po warzywa. Tutaj ceny są bardziej przystępne – za kilogram pomidorów prosto z ogródka zapłacimy ok. 2-3 zł. Oczywiście jak to na targach możemy najpierw zaznajomić się z jakością produktów podczas degustacji, a następnie utargować nieco cenę, aby posiłek był lekki zarówno dla żołądka jak i portfela. Najsmaczniejsze jest kupowanie serów (warto wiedzieć, że chorwacki ser Paški sir produkowany na wyspie Pag zdobył prestiżową nagrodę World Cheese Awards 2011, a Chorwacja została umieszczona na liście najlepszych miejsc na świecie pod względem produkcji i jakości serów). Na Bazarze możemy zaopatrzyć się również w rakiję, czyli bimber sprzedawany często w plastikowych, półtoralitrowych butelkach.

Tnąc koszty lepiej żywić się w supermarketach. Jedną z najtańszych sieci są markety Konzum, gdzie 1,5 l Coca-Cola kosztuje 4zł, a chleb 3 zł. W Splicie znajdziemy również znane z naszego podwórka sieci Kaufland i Lidl. Wybierając się do Chorwacji warto wiedzieć, że pieczywo jest tutaj drogie i musimy szukać innych sposobów zapełnienia żołądka. To co lokalsi nazywają chlebem jest raczej łatwo kruszącą się bagietką i kosztuje co najmniej 5-6 zł. Sam wolałem chleb tostowy i od czasu do czasu bułki z supermarketu.  Zadowoleni będą natomiast amatorzy słodyczy – jednym z lokalnych przysmaków jest burek będący pozostałością po Imperium Osmańskim, czyli ciepłe ciasto francuskie z farszem mięsnym lub serowym. Najlepsze burki znajdziemy w piekarni za Bazarem.

Smakoszom polecam restaurację „Fife”, w której można zjeść lokalne potrawy (m.in. jagnięcinę w sosie czy kalmary z grilla) w całkiem przystępnych cenach. Chorwacja słynie również z uroczych kawiarenek, w których mieszkańcy mogą oddawać się przyjemności porannej kawy przy akompaniamencie bałkańskich rytmów i z widokiem na Adriatyk. Moim ulubionym miejscem była  kawiarnia Ave, która mieści się w dawnych stajniach pałacu Dioklecjana. Jest to jedno z tych miejsc, w których można spotkać podróżników z każdej części świata i usłyszeć niesamowite historie.

Mieszkańcy Splitu, czyli Słowianie ze śródziemnomorską duszą

dsc_0073Przechadzając się uliczkami miasta wielokrotnie spotykałem się z poklepywaniem po plecach i słowami „bracie Słowianie”. Choć z zewnątrz są radośni i pogodni, niejeden z nich skrywa w sobie smutną historię swojej rodziny. Wspomnienia wojny wciąż nie odeszły w zapomnienie, czego najlepszym potwierdzeniem jest napis „Tito”, który jednego dnia jest rysowany, a następnego zamazywany. Jak na najbardziej zachodnie z bałkańskich państw przystało, w Chorwacji bez problemu dogadamy się w języku angielskim.

W mieście wszystko toczy się powoli. Notabene słowo polako oznacza wcale nie Polaka, a właśnie spokojniej, wolniej. Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest poranny zwyczaj picia kawy. Każdy szanujący się Chorwat poświęca przed pracą pół godziny na rozbudzenie się przy filiżance małej czarnej. Pośpiech jest dużym nietaktem wobec znajomych, z którymi się przy tej okazji spotyka, dlatego też poranki w Splicie mają swoja niepowtarzalną, spokojną atmosferę przepełnioną aromatem świeżo zmielonych ziaren kawy.

Jak się poruszać po okolicy?

Split pokrywa gęsta sieć autobusów, a jeden przejazd do koszt ok. 10 kun (bilety można kupić u kierowcy). Dojazd minibusem z lotniska to z kolei koszt ok. 30 kun. Jak w każdym portowym mieście możemy skorzystać  z bogatej oferty promowych przewoźników – do dyspozycji mamy łodzie lokalnych rybaków i żeglarzy lub regularne linie promowe. Kurs na wyspę Hvar (słynącej z uprawianej tam lawendy) to koszt ok. 75 kun. Innym sposobem zobaczenia malowniczego wybrzeża jest przejażdżka samochodem lub skuterem. Warto zrezygnować z autostrad, które są dość drogie (wystarczy wspomnieć, że sami Chorwaci je omijają) i wybrać lokalne, kręte i często widowiskowe trasy.

dsc_0072Choć Bałkany uchodzą za autostopowy raj, Chorwacji bliżej jednak do państw Europy Zachodniej. Podróżowanie z wyciągniętym do góry kciukiem jest znacznie trudniejsze niż w pozostałej części regionu, szczególnie poza sezonem turystycznym. Jednak dysponując odrobiną czasu i kapeluszem z szerokim rondem możemy pokusić się o przemierzenie tego państwa jak na wagabundę przystało. Najlepiej omijać autostrady (co zapewne skutecznie wyperswaduje nam tamtejsza policja) i wybrać drogę biegnącą równolegle do wybrzeża.

Relaks w wolnym czasie

Split to przede wszystkim starówka (wspomniany pałac Dioklecjana) i okolica – spacer po zmroku, w świetle ulicznych latarni jest jednym z najprzyjemniejszych doświadczeń, jakie czekają na nas w Chorwacji. Dużą atrakcją może być przechadzka najwęższą ulicą świata o wdzięcznej nazwie Pusti me da prodem (przepuść mnie przodem), a także widok na morze z Góry Marjan. Ponadto u podnóża góry, przy jednej z marin (na ul. Sustipanski Put), znajduje się malowniczy park na terenie starego cmentarza.